Adaptacja przedszkolna…jak sobie z nią radzić ?

Adaptacja przedszkolna…jak sobie z nią radzić ?

Pierwsze trzy tygodnie nowego roku szkolnego mamy już za sobą. Dla jednych to sytuacja całkowicie normalna, dla innych zupełnie coś nowego. Pozwólcie, że skupię się na tej drugiej części, czyli na rodzicach którzy pierwszy raz odprowadzali swoje dzieci do przedszkola. Na tym jak się przygotować do nowego etapu, który dotyczy całej rodziny. Jak pozbyć się wszelkich lęków i obaw nie tylko naszego dziecka, ale przede wszystkim naszych. Czy można sobie wcześniej wszystko zaplanować? Adaptacja przedszkolna…jak sobie z nią radzić ? Zapraszam…Adaptacja przedszkolna...jak sobie z nią radzić ?

– Jutro twój wielki dzień kochanie …- Jutro idziesz do przedszkola… – Jesteśmy z Ciebie tacy dumni. Pewnie wielu z Was, tak właśnie zwracało się do swojego dziecka. Kiedy moja córka to usłyszała, uśmiechnęła się tylko, nie zdając sobie sprawy z tego, co to jest przedszkole i jak się w nim spędza czas. Była bardzo podekscytowana nowym wydarzeniem, ale najbardziej cieszyła się z faktu poznania nowych koleżanek i kolegów. Dla mnie ten dzień był ogromnym stresem. Podczas 5 godzinnej nieobecności córki w domu totalnie nie mogłam się w nim odnaleźć i zorganizować. Co kilka minut spoglądałam na zegarek licząc na to, że minęło znacznie więcej czasu niż mi się wydawało.  Prawdę mówiąc to była pierwsza taka sytuacja, kiedy Gabi została z kimś obcym na tak długi czas. Kiedy pojechaliśmy z mężem ją odebrać serce biło mi tak szybko, jak wtedy, kiedy miała się urodzić, a ja odliczałam minuty aby ją przytulić. Dziś było dokładnie tak samo … Niepokój o to, co się za chwilę wydarzy przeplatał się z zadowoleniem oraz satysfakcją, że w naszym życiu wydarzyło się coś nowego.  Kiedy zobaczyła nas w drzwiach wybiegła z sali uradowana. Wskoczyła na nasze ręce, i przytulając się tak mocno jak nigdy wcześniej powiedziała… -Jak dobrze, że już jesteście. Tak bardzo za Wami tęskniłam. Możemy już teraz jechać do domu? Zapytała.

Zanim spokojnie zaczęła nam w domu wszystko opowiadać, zaczerpnęłam wiedzy u źródła. Byłam bardzo ciekawa jak sobie poradziła. Gabrysi przygoda przedszkolna zaczęła się znacznie później niż zaczyna ją większość dzieci. Trafiła do grupy w kwietniu, czyli na dobrą sprawę już pod koniec roku szkolnego, i miała wtedy już prawie 5 lat. Dziś pewnie wielu z Was będzie się zastanawiało dlaczego tak późno i czy było to dobre rozwiązanie? Nie umiem Wam tego jednoznacznie stwierdzić, bowiem każde dziecko jest inne. Nie wiem jakby wyglądała jej adaptacja w wieku 3 lat. Mogę Wam za to powiedzieć jak wygląda teraz i  jak sobie z nią radzimy. Wbrew pozorom to trudna sytuacja wymagająca wkładu całej rodziny.


Adaptacja przedszkolna...jak sobie z nią radzić ?

Pierwsze dni, a nawet tygodnie nie należały do przyjemnych. Nie będę Wam opisywała sielankowej historii, bo dla nas ona taka nie była. Nie znaczy to jednak, że wszystkich nas będzie ona dotyczyła, ale nie boję się stwierdzić, że znaczną część z pewnością tak.  Po pierwszym dniu dziecko już wie ” co z czym się je ” i nawet nasze proste konkretne argumenty nie przemawiają ani na korzyść dziecka, ani przedszkola. W naszym przypadku nie chodziło, o to, że tam jest źle, tylko o tęsknotę za domem. Był płaszcz, a nawet powiedziałabym, że histerie, przez które miałam ochotę po wyjściu z przedszkola usiąść na schodach i wyć w niebogłosy, zarzucając sobie, że jestem złą matką. Miałam sobie za złe: stres i negatywne emocje, które fundowałam swojej córce. Było to dla mnie niezwykle trudne, i nie łatwo było mi sobie z tym poradzić. Najgorsze było moje wyjście z sali. I ten jej płacz który słyszałam w głowie i czułam w sercu jeszcze przez długi czas. Na szczęście pomoc męża oraz dziadków okazała się być dla nas wszystkich dobrym rozwiązaniem. Odprowadzanie do przedszkola okazało się być znacznie przyjemniejsze, kiedy robiliśmy to wymiennie. Gabi traktowała to trochę zadaniowo i czerpała z tego przyjemność, kiedy każdego dnia pokazywała nam swoją szafkę, salę , poznawała z koleżankami.  Mam wrażenie, że to powodowało, iż czuła się tam potrzebna i niewyobcowana. Oprócz naszych trudnych porannych rozstań, łez przy śniadaniu i smutku w oczach po przekroczeniu przedszkolnej bramy, były też wesołe minki popołudniową porą i wieczorne wygłupy, które nabrały innego wymiaru.


 

Rodzicu…,

Wiem, że każde dziecko to odrębna jednostka zarówno intelektualna jak i emocjonalna. Wiem, i zdaję sobie sprawę z tego, że adaptacja różnie przebiega w zależności od miejsca, wieku oraz płci. Dziś już wiem jakie popełniłam błędy, dlatego chciałabym zwrócić szczególną uwagę na pewne kwestie, abyś Ty ich uniknął. Przede wszystkim zawsze musimy kierować się dobrem naszego dziecka, zważając na jego indywidualność. Nie zapominajmy o jego potrzebach. Nie zostawiajmy dziecka w sali bez przytulenia, bez pożegnania, bez choćby szybkiego buziaka czy pomachania ręką. To nie jest przyjemne, ani dla niego ani dla Was. Wiem, że spora część poradników mówi wprost o tym, żeby zostawić dziecko i wyjść. Popłacze popłacze i przestanie. No tak, z pewnością tak się stanie. Ale czy to jest fair takie zachowanie? Ja nigdy tak nie zostawiłam dziecka. Nigdy. Wolałam, żeby Pani zabrała ją z moich rąk, niż zostawić  samą. Rozmawiajmy z naszymi dziećmi. Być może przyczyną trudnej adaptacji, nie jest sama instytucja, ale konkretna sala. Kiedy dziecko ma trudności z opowiadaniem warto je obserwować, natomiast kiedy samo niechętnie opowiada dobrze jest dopytać, ale umiejętnie i z wyczuciem. Gabrysia opowiadała nam swój spędzony dzień w przedszkolu  poprzez zabawę, wtedy kiedy myślała, że nikt jej nie słucha. Wtedy właśnie najczęściej wywiązywała się miedzy nami rozmowa o tym co się wydarzyło danego dnia. Każdy rodzic jest najlepszym psychologiem dla swojego dziecka. Nikt poza nami, nie zna go lepiej. Między wierszami da się wyczytać wszystko. Pamiętam, jak pewnego dnia Gabrysia powiedziała mi, że nie chce już chodzić do przedszkola. Była tajemnicza i ogólnikowa, ale udało mi się dowiedzieć o co chodziło. Nie przyszło jej to łatwo, ale wydusiła to z siebie. To, że według pewnego chłopca jest beznadziejna bo nie zna wszystkich piosenek, oraz zabaw. Nikt nie lubi krytyki, a tym bardziej dziecko, które w domu jest na piedestale wszystkiego, zawsze w centrum uwagi. Wytłumaczyliśmy jej, że musi dać sobie troszkę czasu, że dopiero zaczęła swoją przedszkolną przygodę i wszystkiego zdąży się nauczyć.

U nas adaptacja zakończyła się pełnym sukcesem i nie licząc pierwszej choroby, która sprawiła, że cały proces zaczynaliśmy praktycznie od początku nie trwała zbyt długo. Pełną satysfakcję uzyskaliśmy na początku czerwca, a przełomem okazał się ”dzień rodziny”  który opuszczaliśmy ze łzami w oczach. Wtedy po pierwszym publicznym wystąpieniu nasza córka uwierzyła w siebie i w nas. Dziś nie ma dnia, kiedy słyszelibyśmy z jej ust, że nie ma ochoty iść do przedszkola. Nie ma żadnych negatywnych odczuć i wrażeń. Każdego dnia przynosi nowe umiejętności i doświadczenia. Chłonie wszystko jak gąbka i jest gotowa, aby rozwijać się na dodatkowych przedszkolnych zajęciach. Wydłużyliśmy jej czas pobytu o dwie godziny, a ona nie poczuła nawet różnicy. Oczywiście, to posunięcie było z nią uzgodnione. Musiała wiedzieć i zaakceptować fakt, że nie będziemy przychodzić po nią po zaraz po obiedzie, tylko nieco później. Po przebytych pełnych 3 miesiącach w przedszkolu pojawiły się pierwsze przyjaźnie, które przeniosły się nawet poza mury przedszkola, ulubione zabawy, oraz nowe pasje które są realizowane w zaciszu domowym. Jesteśmy szczęśliwi, wiedząc i widząc, że szczęśliwe jest nasze dziecko!

Adaptacja przedszkolna...jak sobie z nią radzić ?

Adaptacja przedszkolna...jak sobie z nią radzić ?

by Magda Korzeniowska

 

 

 

 



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *