Bliskość rodzica z dzieckiem…nosidełko TULA

Bliskość rodzica z dzieckiem…nosidełko TULA

Tydzień bliskości dobiega końca, a ja tak jak obiecałam zapraszam Was na drugi wpis : Bliskość rodzica z dzieckiem…nosidełko TULA. Będzie to recenzja połączona z fotorelacją. Wpis o tuli czekał na publikację  już jakiś czas, ale uznałam, że Międzynarodowy Tydzień Bliskości to najlepszy moment aby tekst ujrzał światło dzienne. I choć za oknem jesień prezentuje się okazale, nasze zdjęcia zabiorą Was w podróż nad Bałtyk. Też jesienny, ale jeszcze słoneczny i ciepły. Aż trudno uwierzyć, że byliśmy tam 3 tygodnie temu…..Mam nadzieję, że Wam się spodoba.

Na wstępie zacznę od tego, że to był nasz pierwszy raz z TULĄ.…pierwszy i nie ostatni…..bo ona uzależnia…… więc jeśli boisz się, że przepadniesz tak jak ja… nie czytaj dalej bo będzie jeszcze trudniej.     A zaczęło się tak :

Pewnego wrześniowego popołudnia, spędzając czas z dziećmi na placu zabaw omal nie zwariowałam. To były nasze trudniejsze wypady podwórkowe. Gabi cudownie się bawiła z kolegami i koleżankami, kiedy ja nieustannie walczyłam z moim małym stworkiem. Nie to, żebym broniła mu zabaw, czy bała się o zdarte spodnie na kolanach. Ale jedzenie żołędzi doprowadzało mnie do szału i stanu przedzawałowego jednocześnie. Równocześnie ze mną połowa ” podwórkowych mam” pilnowała mojego synka. Nie mogłam nawet obrócić głowy…..Boże jaki on jest szybki ….jak nie je żołędzi to kasztany albo kamienie, a jak nie wkłada akurat nic do buzi to wszędzie ucieka. Wstaje przy ławkach, drzewach, śmietnikach czy rowerach. Wszystko go interesuje. Ale sam jeszcze nie chodzi więc…..więc oboje mamy przechlapane. To czas kiedy on chce robić wszystko sam pomimo niedoskonałości ruchowej. Do tego dochodzi ząbkowanie i zmienne humory, chyba gorsze niż u kobiet. Jednym słowem żyć nie umierać. Powiem Wam, że wiele razy udało mi się zostawić synka pod opieką babci i pójść na plac zabaw tylko z Gabrysią, aby mogła spokojnie się wybawić i wyszaleć z rówieśnikami. To było jedyne rozwiązanie. Bambuś lubi swój wózek i raczej nigdy się przeciwko niemu nie buntował. Ale kiedy nie śpi, a my jesteśmy na placu oczywistym jest, że on również ma ochotę uczestniczyć w integracji z dziećmi. Tak więc pewnego wrześniowego popołudnia kiedy byłam już wykończona noszeniem synka na rękach, wykończona tym bieganiem za nim i wyjmowaniem z buzi żołędzi znajoma zaproponowała mi abym posadziła go w nosidełku , które miała przy sobie. Pierwsza moja myśl była dziwna, ale dlatego, że nigdy nie miałam do czynienia z żadnym nosidłem. Oczywiście bez zastanowienia się zgodziłam. Nie miałam nic do stracenia. Albo się wyciszy albo anie. No i wtedy właśnie to się stało….

Stał się cud. Mój mały łobuziak zamienił się w rozkosznego aniołka, który przytulając się do mnie słodko zasnął nim zdążyłam przejść 300 metrów. Dla mnie to był szok. Spędziliśmy na placu zabaw jeszcze 45 minut, które syn spożytkował na sen, córka na zabawę a ja na chwilę relaksu. Tula została z nami na weekend. Testowałam ją w domu, podróży, na zakupach i spacerach. Byliśmy bardzo zadowoleni, ale mimo wszystko nie do końca przekonani. Mąż z natury jest bardzo zapobiegawczy i to on gasił mój entuzjazm. Mówił : „Spokojnie przetestujemy ją jeszcze i wtedy podejmiemy decyzję o zakupie” „Może to tylko chwilowe zauroczenie i po kilku dniach synkowi się znudzi” ? Postanowiliśmy pożyczyć TULĘ na wakacje i zobaczyć jak rozwinie się sytuacja. Chyba nie będziecie zdziwieni jeśli powiem Wam, że chyba głównie dzięki niej mieliśmy plażowy spokój ducha i nasze wakacje były dużo spokojniejsze. Odkąd urodził się Kacper zaliczyliśmy wspólnie trzy wyjazdy nad morze oraz jeden w góry. I ten wyjazd śmiało możemy uznać za najspokojniejszy. 

Wstyd się przyznać, ale zawsze miałam dziwny stosunek do chust i nosideł. Chyba nie potrafiłam iść z duchem czasu, przynajmniej w niektórych kwestiach. Słuchanie o tym, że przyzwyczaję dziecko do noszenia i później będę miała już tylko gorzej nie pomagały myśleć inaczej. Ale na szczęście człowiek uczy się całe życie. Z tym przyzwyczajaniem to w sumie racji nie ma. Bo jak mogę przyzwyczaić dziecko do kołysania skoro przez 9 miesięcy kołysało się w moim brzuchu? A poza tym ta bliskość. Ten spokój. To cudowne uczucie widząc dziecko spokojne i szczęśliwe. Dlaczego nie kupiłam jej wcześniej? Jestem na siebie zła i rozżalona. Przegapiłam tyle wspólnych chwil. A nad morzem ? 

Bliskość rodzica z dzieckiem...nosidełko TULA

Nad morzem było cudownie. Tula odgrywała główną rolę w naszych codziennych wojażach. Każdą pierwszą drzemkę Kacper zaliczał słuchając szumu fal w objęciach taty. Idealnie prawda? Był bardzo spokojny i zrelaksowany. Nie wiem czy to wpływ klimatu czy tuli ale spał zdecydowanie dłużej niż na spacerach w rodzinnym mieście. Kiedy wybieraliśmy się na plaże całą rodziną, każdy z nas po kolei rezerwował kolejkę na spacer z Kacprem. To naprawdę super sprawa móc wybrać się na plażę bez wózka z małym, nie chodzącym jeszcze dzieckiem i rozkoszować się spokojem. A zachody słońca Kacper oglądał z perspektywy tuli w ramionach babci. Bo i ona była nią zachwycona. W warunkach wakacyjnych nosidełko zdało egzamin celująco. Nawet podczas podróży kiedy zatrzymaliśmy się na kawę była pod ręką.

A na co dzień? A jak lato się skończy? Co później? No właśnie…..też się zastanawialiśmy jak to będzie. I czy nie jest już za późno? Ale kilka dni temu znowu mnie uratowała.

To miała być kawa z przyjaciółką. Dzieci miały się świetnie bawić a my w kuchni pić spokojnie włoską kawę. Ale niestety mój syn miał inne plany na to popołudnie. On wołał płakać i marudzić uwieszając się mojej nogi. Wtedy ona dała mi tulę i chyba wszystko mu się przypomniało. Znowu zasnął po chwili a my mogłyśmy obgadać swoje sprawy popijając pyszną kawę. Kilka razy nosidło sprawdziło się również przy pracach domowych. Mogłam spokojnie ścierać kurze i myć naczynia mając jednocześnie dziecko przy sobie. 

Zafascynowana historią  tuli postanowiłam napisać dla Was swoje spostrzeżenia. Nie będę się skupiać na sprawach technicznych ponieważ wszystko dokładnie i dogłębnie przeczytacie na stronie internetowej . Dla nas tula to przede wszystkim emocje, bliskość, i więź którą budujemy na lata. Dodatkowo uśmiech całej rodziny i wolne ręce podczas zakupów. :) Jeśli zastanawiasz się nad kupnem i coś poza finansami utrudnia Ci podjęcie decyzji to nie wahaj się. Jestem przekonana, że w pełni spełni Wasze oczekiwania. Nie kosztuje ona mało, ale zawsze możesz ją sprzedać nie tracąc na tym zbyt wiele. Albo na odwrót, kupić używaną w dobrym stanie. Tula jest przeznaczona dla dzieci do 22 kg więc nawet 5 latka można śmiało nosić na plecach. My nosiliśmy naszego 10 kilogramowego szkraba na brzuchu bo tak nam wszystkim było wygodniej. Nosidełko jest bardzo lekkie, świetnie wyprofilowane i co najważniejsze nie ogranicza swobodnych ruchów.

Ja żałuję, że poznałam TULĘ tak późno. Nie popełnij mojego błędu!

Bliskość rodzica z dzieckiem...nosidełko TULA     Bliskość rodzica z dzieckiem...nosidełko TULA

Bliskość rodzica z dzieckiem...nosidełko TULA

Bliskość rodzica z dzieckiem...nosidełko TULA

Bliskość rodzica z dzieckiem...nosidełko TULA

Bliskość rodzica z dzieckiem...nosidełko TULA

Bliskość rodzica z dzieckiem...nosidełko TULA

Bliskość rodzica z dzieckiem...nosidełko TULA

Bliskość rodzica z dzieckiem...nosidełko TULA

Jeśli jesteś fanem nosidełek lub chust koniecznie zostaw komentarz dzieląc się z nami swoimi doświadczeniami. Niech inne mamy również się przekonają. 



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *