Funduję swoim dzieciom patologie…

Funduję swoim dzieciom patologie…

Kilka dni temu obchodziliśmy dzień matki…, ale generalnie u nas ostatnio dużo się działo i właśnie te wszystkie emocje sprawiły, że dziś na blogu pojawił się taki właśnie tekst. Prosto z serca, poparty refleksjami i konkretnymi sytuacjami z naszego życia. Chcesz wiedzieć dlaczego funduję swoim dzieciom patologie… ? A może Ty robisz dokładnie to samo ? 

Patologia to nic innego jak nieprawidłowe zjawiska występujące w życiu społecznym. Przeważnie kojarzy nam się ona z przemocą domową, oraz szeroko pojętym alkoholizmie.  Ani jedno, ani drugie zagadnienie na szczęście nie towarzyszą nam w życiu , ale jest kilka spraw, które spędzają mi sen z powiek i nad którymi głęboko się zastanawiam. 

Czy dawanie dziecku kary to patologia?  Moim zdaniem trochę tak. Nie powinniśmy opierać wychowywania dziecka na karach, bo wtedy jest to tresura a nie nauka. Ale zdarzają się sytuacje bardzo trudne, nawet takie zagrażające życiu i wtedy dziecko powinno zostać ukarane za swoje zachowanie. Ale nie wtedy kiedy siedząc w restauracji przy stoliku przekrzykuje dorosłych, czy kiedy biega między regałami w sklepie spożywczym, a Ty nie potrafisz dziecku wytłumaczyć dlaczego powinno przestać to robić i najłatwiej wyrzucić Ci z siebie :” Jak wrócimy do domu, masz karę na bajki”. To nie jest w żaden sposób wychowawcze i przekonałam się o tym sama wielokrotnie. Nie wstydzę Ci się tego powiedzieć, bo ważne jest nauczyć się wyciągać wnioski. Kiedy zatem możemy mówić o tym, że kara została słusznie zastosowana ? Kiedy pomimo licznych naszych uproszeń, dziecko wybiegło na ulicę lub jego zachowanie może narażać życie swoje lub innych wtedy jako rodzice powinniśmy wyciągnąć odpowiednie konsekwencje. Bardzo ważne jest, aby pamiętać o tym, że kara jest jedynie reakcją na to, że dziecko postąpiło niewłaściwie. Nie mówi mu natomiast, dlaczego postąpiło źle i jak powinno być dobrze, a w efekcie nie uczy się postaw alternatywnych. Dlatego jeśli już zdecydujecie się na stosowanie kar, bardzo ważne jest, aby wraz z nimi pojawiły się informacje o właściwych, pożądanych zachowaniach i wzmocnienia tych zachowań. Tylko wówczas dziecko jest w stanie czegokolwiek się nauczyć.

Czy okazywanie słabości poprzez krzyk to patologia? Czy to normalne, że twoje dziecko Cię złości , doprowadza do białej gorączki i szewskiej pasji, a Tobie ręce opadają, chcesz wyjść i wypisać się z klubu rodzica, że zdarza Ci się w kontakcie ze swoim dzieckiem czuć złość, bezradność lub jeszcze inne zjawiska których się obawiasz i wstydzisz? To wszystko jest możliwe i bardzo prawdopodobne, że nie raz tego doświadczysz. Ja przez to przechodziłam…byłam sfrustrowaną matką wariatką, ale to w  żaden sposób nie tłumaczyło tego, że podnoszę głos na dzieci. Nie jestem toksyczną matką , ale nie panowanie nad swoim głosem oraz emocjami często mi towarzyszyły. Musiałam na chwilę wyjść i ochłonąć. Dopiero jak nad tym zapanowałam, mogłam wrócić do rozmowy i ponownym spokojnym tłumaczeniu zaistniałej sytuacji. W pełni akceptuję swoje dzieci i każdego dnia staram się ich wychowywać opierając się na fundamentach wzajemnej współpracy polegającej na tym, aby uczyć dziecko negocjacji oraz zdrowych kompromisów. Uważam, że każdy rodzic ma chwile słabości i ani krzyk, ani nie daj Boże klaps nie zmieni tego, że dziecko nagle zmieni swoje zachowanie. Skutek będzie odwrotny. Jeśli nie teraz to za kilkanaście lat z pewnością.  Pamiętajmy, że matka i ojciec pokazują, co jest dla nich ważne, uczą empatii, osiągania konsensusu w dyskusjach, jakiegoś złotego środka, ale na zasadzie pokojowej. Dziecko nie może rządzić w domu, być małym tyranem, ale też nie może być nic nie znaczącym przedmiotem, którego się nie szanuje i przestawia z kąta w kąt.

Jak to jest z tą niekonsekwencją w wychowaniu ? Czy Wam też się ona zdarza ? Mnie niestety bardzo często i bardzo mnie cieszy fakt, że mój mąż jest bardzo czujny i podchodzi to tej kwestii zupełnie inaczej niż ja co z efekcie daje nam całkiem zdrowe i normalne podejście. Bo konsekwentne wychowanie to nic innego jak trzymanie się jasnych reguł i postanowień. Niby nic wielkiego, natomiast w procesie wychowania dziecka, często nie radzimy sobie z konsekwencją, co z kolei dzieci bezbłędnie potrafią wykorzystać. Brak konsekwencji obrazowo można przedstawić, jako dołek, który kopiemy sami pod sobą. Mechanizm jest bardzo prosty. Zabroniliśmy dziecku jeść w pokoju a później na to pozwalamy lub nie zauważamy, kiedy łamie nasz zakaz. Dziecko widząc niezgodność między tym, co mówimy a robimy dojdzie do wniosku, że nie musi nas słuchać. Po kilku latach takiego braku konsekwencji nasza latorośl zacznie wychodzić z domu nie informując nas gdzie idzie i kiedy wróci. Szkody wyrządzone w ten sposób będzie Ci trudno naprawić. Nie mówiąc już o tym, że samo dorastające dziecko nie będzie słowne. Tego się przecież nauczyło od dorosłych, że jedno się mówi a drugie się robi. Konsekwentne zachowanie daje – nie tylko dzieciom, lecz również dorosłym – pewność i poczucie bezpieczeństwa. 

Jestem matką patologiczną bo moje dzieci jedzą słodycze. Smak bułki z nutellą i lodów waniliowych nie jest im obcy. Wiem, że dzisiaj większość z nas, Was jest eko i wielbi BLW. Ja tego nie komentuję i nie podważę w ten sposób kwestii wychowawczych żadnego z rodziców bo to ich wybór i droga jaką wybrali. Nie uważam tego za wpadki, choć  może jako małe potknięcie już tak, ale na szczęście wyszliśmy z tego cało, bez uzależnień. Moje dzieci jedzą słodkości w postaci czekolady i nie dostają jej w nagrodę ani w określony dzień tygodnia. Straszne to wiem, ale tak jak napisałam u nas się tak zadziało. Jedyne co mogę Wam poradzić to, aby w momencie ukończenia przez Wasze dzieci wieku niemowlęcego, wprowadzając stałe pokarmy, unikać czekolady i ciastek na rzecz szukania słodkiego smaku w owocach, warzywach, sokach bądź samodzielnie przygotowanych kisielach. Jeśli natomiast Wasze dzieci nadmiernie spożywają słodycze zacznijmy ograniczać je stopniowo i ze spokojem. Pamiętajmy, że jeśli pozwalamy dzieciom na jedzenie słodyczy, to starajmy się by spożywały je po głównych posiłkach. Jeśli jesteśmy przyzwyczajeni do podjadania podczas oglądania TV, jedzmy przekąski z warzyw i owoców, orzechów i rodzynek. Pamiętajmy, że większość z nas sięga po słodycze dlatego, by zniwelować stres, uspokoić się, polepszyć swój nastrój – dlatego dawajmy swemu dziecku bliskość, poczucie bezpieczeństwa, bądźmy otwarci na rozmowę, bo to najlepszy sposób rozładowania napięcia.

Czy zabawa z dzieckiem to zmora rodziców ? Dzieci są szczęśliwe, kiedy w odkrywaniu świata towarzyszą im rodzice, jednak dorośli często przyznają, że… nie lubią się bawić! Dlaczego tak się dzieje? Jedna z głównych przyczyn może być szybkie tempo życia, oraz przepracowanie. Zakładając, że rodzic spędza osiem godzin dziennie w pracy, kolejną godzinę traci na dojazdy, nie ma w tygodniu wiele czasu na przebywanie z dzieckiem. Dla mnie te 2-3 godziny dziennie, które mogę spędzić z dziećmi to za mało: – Z jednej strony chciałabym wtedy bawić się z nimi, a z drugiej wciąż myślę o tym ile mam jeszcze do zrobienia: rozwiesić pranie, przygotować obiad, trochę posprzątać. Najchętniej usiadłabym i podziwiała, jak dzieci same się bawią, odpoczywała i chłonęła ten obrazek sielankowego życia rodzinnego. Zbyt często odmawiam im wspólnej zabawy – bo jestem zmęczona, bo mi się nie chce, bo brak mi luzu…Mam z tego powodu straszne wyrzuty sumienia i dlatego coraz częściej zmieniam swoje priorytety. 

Funduję swoim dzieciom patologie...

W podsumowaniu kilka moich przemyśleń…

Można przeczytać setki poradników na temat rodzicielstwa, ale żeby być dobrym rodzicem musisz kochać siebie i zajmować się sobą”

Myślę, że ludzie popełniają różne błędy nie dlatego, że są egoistami i samolubami, tylko zachowują się egoistycznie z powodu różnych deficytów. Bo matka parentyfikująca swoje dziecko, to jest osoba, która czegoś nie dostała. Próbuje podnieść swoją ocenę, próbuje poczuć się ważna kosztem swojego dziecka. Nie jest nasycona dobrą miłością, jest sfrustrowana. Rozwiązuje swoje problemy pod szyldem szlachetnej matki-Polki, nadopiekuńczej, lękowej. To nie dzieje się z miłości, z jej nadmiaru, tylko z deficytu. Jeśli będziemy siebie kochać, będziemy inwestować w siebie, będziemy zadowoleni, będziemy mieć dużo różnych, dobrych rzeczy, które komuś możemy dać – to nasze dziecko będzie nimi hojnie obdarowywane. Nie będziemy musieli neurotycznie się nad nim trząść i sprzedawać różnych swoich negatywnych emocji. 

Jednym słowem ważne jest, by zacząć od siebie…

A w kwestii matczynego poświęcenia pamiętajcie, że ono jest, bo gdy dziecko jest małe nie śpisz po nocach, nie możesz myśleć tylko o sobie. Chodzi jednak o to, że osoba dojrzała do rodzicielstwa została nakarmiona w dzieciństwie akceptacją i pozytywnymi emocjami. Może wtedy zacząć dawać. Dawać z nadmiaru, a nie z niedoboru.

 

 

by Magda Korzeniowska

 



4 thoughts on “Funduję swoim dzieciom patologie…”

    • Tragedia z pewnościa nie, ale po zastanowieniu się to nie ma najmniejszego sensu….krzyczac na dziecko sprawiamy ze i ono bedzie do nas krzyczalo, wbudzamy w nim tym lek i to jest niepotrzebne , a nawet złe.

  • Tekst bardzo trafiony, myslę ze wielu rodzicow ma podobne spostrzezenia. ja tez podchodze do wychowania zdroworozsadkowo, bo od czekolady nikt nie umarl a dziecku trzeba umiec wyznaczyc granice. pozdrawiam serdecznie

    • Ja również pozdrawiam i dziękuję za komentarz. Wyznaczanie granic to łatwych nie należy i przyznam się, że często proszę męża o wsparcie ….ale to temat rzeka . :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *