O zdrowej tęsknocie za dzieckiem.

O zdrowej tęsknocie za dzieckiem.

Naszła mnie właśnie pewna refleksja, którą zaraz się z Wami podzielę. O zdrowej tęsknocie za dzieckiem. Bo tak tęskni się najłatwiej. O tym co czuję jak tęsknię, co robię jak tęsknię i przede wszystkim o tym, że nie lubię wcale tęsknić. 

Uczucie tęsknoty jest znane każdemu. Jedni znają je bardziej inni mniej.Jedni tęsknią za smakiem waty cukrowej z dzieciństwa, inni za zeszłorocznym urlopem spędzonym gdzieś na riwierze, ktoś inny za porannym rytuałem picia kawy a ja tęsknię za hałasem w domu, za ciągłym wołaniem ma-ma, za gwarem, bałaganem, za jej ciągłym śmiechem i płaczem nawet też. Bo ile można odpoczywać? Nie żebym się nudziła, ale zwyczajnie odczuwam brak zajęć. Brak jej ciągłych pytań, jej miliona pomysłów na minutę. Po prostu już bym chciała, żeby znowu rozsypała cukier z cukiernicy i nakruszyła chlebem w całym domu. Już bym chciała, żeby wróciła. Już się zdrowo natęskniłam. I nie jestem wcale szalona…no może trochę jak już szaleje z tęsknoty. Ale dla mnie to pierwszy raz. Jestem rodzicem dopiero od 4 lat i ciągle się wszystkiego uczę, a właściwie zdobywam doświadczenie każdego kolejnego dnia. Jestem ciągle z dziećmi, zawsze i praktycznie wszędzie. Tak tak nie pomyliłam się. Wiem, że nie jedna z Was powie albo przynajmniej pomyśli o mnie w kategorii wariatki, ale ja zwyczajnie tak mam. Taka jestem, zwyczajna matka uzależniona od swoich dzieci. Oczywiście są tego wady i zalety. Ale dzisiaj, teraz o tęsknocie…

To już 4 dni minęły odkąd moje dziecko wyjechało na wakacje z dziadkami . Moja mała 4-latka. Pierwszy raz wyjechała beze mnie. Pierwszy i nie ostatni zapewne. Może to wynik tego, że jest to dla mnie zupełnie nowa sytuacja, ale tęsknię jak cholera. I nie będę Cię oszukiwać mówiąc,że pierwszego dnia prawie nie zauważyłam, że jej nie ma. Drugiego nadgoniłam prace domowe, trzeciego poświęciłam swój czas na szykowanie blogowych materiałów a czwartego robiłam ozdoby na jej piknik, których i tak pewnie nikt nie zobaczy bo w niedzielę zapowiadają deszcz. I nie będę Cię oszukiwać,że spokój panujący w domu był piękny ale tylko przez chwilę. Że spacer z Kacprem był faktycznie spacerem, a nie siedzeniem na ławce na placu zabaw. I nie skłamię też mówiąc, że pierwsze dwa dni wystarczyły mi aby poczuć się jak na urlopie, i nawet całkiem fajnie zrelaksować. Nie będę Cię ściemniać, że było fajnie. Bo było, ale tylko przez chwilę. Może ja już taka jestem, może ja tak mam, że nie umiem i nie chcę dzielić się swoimi dziećmi. Wiem, że jest pod najlepszą opieką w cudownych rękach moich rodziców i że dostarczane jej atrakcję nie pozwalają tęsknić w takim stopniu jak ja. Wiem i rozumiem, ale moje serce bez niej bije wolniej. Dobrze, że istnieją te wszystkie magiczne aplikacje na smartfonach, dzięki którym mogę rozmawiać z nią on-line. Mogę słyszeć jej głos, śpiewać z nią piosenki a nawet się wygłupiać. Wszystko pięknie, ale to nie to samo. Kiedy mówiłam znajomym, że Gabi wyjeżdża…mówili ale luzy będziesz miała. Z jednym dzieckiem to w domu są wakacje. Ciesz się, że masz taką możliwość. Oczywiście w pewnym stopniu się zgadzam. Przez jeden czy dwa dni jest …powiedziałabym dobrze, ale trzeciego zaczyna się już konkretnie tęsknić. A jak zdrowo tęsknić? Po prostu starać się nie myśleć o tym przez cały dzień. Zająć sobie czymś głowę. Ja mam jeszcze w domu bambuszka  więc obowiązki rodzicielskie aktywne przez całą dobę, choć może w mniejszym natężeniu. I nie tylko dla mnie jako mamy jest to trochę dziwna sytuacja, ale również dla rodzeństwa. Zwłaszcza dla takiego, które już zaczęło się razem bawić. Pod nieobecność siostry, Kacper trochę się wyciszył ( nie raczkuje za nią z prędkością światła, nie krzyczy aby zwrócić na siebie uwagę ), ale za to wszędzie za mną chodzi. No bo za kim innym?  Teraz bawimy się tylko we dwoje co sprawia, że jeszcze bardziej zwariowany jest za mną. Przez to, że wychowuje się wraz z siostrą, która nie chodzi do przedszkola nie potrafi za bardzo być sam. No może udaje się to tylko na chwilę. Więc to wcale nie jest takie wygodne na dłuższą metę. Jednak jak już ma się dwoje dzieci w domu, to człowiek sam się automatycznie nastawia na wyższy level. Teraz zdecydowanie gorzej mi się ogarnąć. Pozornie mam jakby więcej czasu i mniej obowiązków, ale trudniej mi ten czas rozplanować. Powiem Wam szczerze, z ręką na sercu wolę mieć podwójny hardcore ale wszystkich w domu.  A zdrowa tęsknota to jak dla mnie maksymalnie trwa 3 dni. 

Co czuję jak tęsknię? Coś bardzo dziwnego dzieje się wtedy w mojej głowie. To takie pomieszanie z poplątaniem. Czuję tak samo jak wtedy kiedy urodził się Kacper. Byłam w szpitalu od środy do niedzieli. Takie prawie pełne 4 dni. I towarzyszący temu paradoks. Bo z jednej strony ogromne szczęście z narodzin syna, a z drugiej ogromna tęsknota za córką. I mimo, że emocje już opadły a burza hormonów skończyła, teraz odczuwam dokładnie tak samo. Nie lubię tęsknić za nikim i za niczym, choć czasami trzeba aby zachować porządek emocjonalny. Podsumowując stwierdzam, że jutro już sobota więc moje dziecię wróci do domu. Ogromnie się cieszę z tego faktu. Zastanawiam się tylko kiedy znowu dopadną mnie myśli, że fajnie byłoby choć na chwilę być bez dzieci? Bo to przecież też zupełnie normalne i nie skłamię mówiąc Wam, że też tak z mężem czasami mamy. 

A Wy jak przeżywacie rozłąkę z Waszymi pociechami? Może udzielicie mi kilka rad na przyszłość? A może z upływem czasu sama się do tego przyzwyczaję? Co prawda wakacje się kończą ale kto wie co nam życie przyniesie.

Udanego weekendu kochani.

by Magda Korzeniowska

 



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *