To ta chwila…wymarzona…wyczekana…jedyna

To ta chwila…wymarzona…wyczekana…jedyna

Pamiętam dokładnie ten dzień, ten moment kiedy dowiedziałam się że będę mamą. Pamiętam, że na obiad była zupa kalafiorowa. Nawet jej nie spróbowałam. Zrobiłam test i wykrzyczałam na głos…„Mamo chyba jestem w ciąży” Nie wiedziałam co się dzieje i jak to jest możliwe, że w końcu się udało. Po tylu latach. Zaczęłam płakać z radości, szczęścia i ze strachu…To było 13 grudnia coś ok godz. 18-tej. Chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do lekarza, aby jak najszybciej umówić się na wizytę. Po kilku chwilach, kiedy emocje się uspokoiły wyszłam do pobliskiej galerii handlowej, aby kupić maleńkie buciki dla męża. Mimo, że chciałam wszystkim wykrzyczeć najgłośniej jak potrafię, że jestem w ciąży dzielnie czekałam, aż mąż wróci z pracy i oznajmię mu tę nowinę. Czekałam do 23-ej z małymi bucikami i pozytywnym testem ciążowym zapakowanymi w małe pudełeczko. Bo właśnie tak to sobie wymarzyłam. A później ? Później nadeszła ta chwila…wymarzona…wyczekana…jedyna.

Ciąża była dla mnie magiczna. To zdecydowanie stan w którym mogłabym znajdować się przez pół swojego życia mimo iż były mdłości, pryszcze na twarzy, zachcianki kulinarne i huśtawki nastrojów. Były wzloty i upadki. Były nie przespane i przepłakane dni i noce. I kiedy było mi naprawdę źle, myśl o niej dodawała mi sił. Wtedy zrozumiałam, że bez względu na wszystko nigdy nie zostanę sama. Te 39 tygodni mojego życia przeplatały się różnymi emocjami. Był strach kiedy serduszko jeszcze nie biło, i płacz kiedy je usłyszałam. Była radość kiedy poznałam płeć  czując od początku, że taka właśnie będzie. Pierwsze ruchy poczułam w marcu… po obiedzie i nie wiedziałam, czy ona dała mi się bliżej poznać czy to efekt obiadowych rewolucji. Na każdą wizytę czekałam z wypiekami na twarzy. Dużo odpoczywałam, czytałam i w głowie wszystko układałam. Nie mogłam się jej doczekać…tej chwili…wymarzonej…wyczekanej…jedynej. 

9 sierpnia miałam oficjalnie zostać mamą, ale Ona postanowiła inaczej. Dzisiaj wiem, że od samego początku miała już plan na życie. A ja mamą zostałam w niedzielne popołudnie o godz. 16-32 dwunastego dnia sierpnia. Po ponad dwudziestu godzinach zmagań w końcu ją przytuliłam. Pamiętam jej zapach, jej płacz i kolor jej skóry. Pamiętam jak bardzo byłam wtedy szczęśliwa. Pamiętam wszystko dokładnie, pewnie jak każda mama która tak długo czekała na swoje maleństwo.Pamiętam pierwsze mama i tata, pierwsze siusiu na nocnik, pierwsze samodzielne kroczki, twardą kupkę i kolejność pojawiania się ząbków też pamiętam. Pamiętam, że każdego dnia budziła się z uśmiechem na twarzy, i że na śniadanko uwielbiała jeść „kełbaske” Nigdy nie zapomnę jak uczyła się śpiewać i tańczyć sugerując nam swoje gusta muzyczne. Nigdy nie zapomnę jaką radość sprawiały jej nasze wspólne zabawy. Nigdy nie zapomnę niczego, co jej dotyczy. Nigdy nie zapomnę tej chwili…wymarzonej…wyczekanej…jedynej. 

To ta chwila...wymarzona...wyczekana...jedyna

To ta chwila...wymarzona...wyczekana...jedyna

To ta chwila...wymarzona...wyczekana...jedyna

Dzisiaj moje maleństwo kończy 4 lata a ja nie mam pojęcia kiedy ten czas minął. Kiedy z takiej małej 4 kilogramowej istotki wyrosła twardo stąpająca po ziemi dziewczynka. Dziewczynka o silnym i mocnym charakterze, dokładnie znająca swoje potrzeby. Wymagająca od siebie, choć nieco niecierpliwa. Gaduła jakich mało. Artystka o wrażliwym sercu. Uczuciowa i nie obojętna na cierpienie i łzy innych. Odkąd została siostrą stała się bardzo opiekuńcza. Wydoroślała. Choć o sobie mówi łobuziara, robi to bardzo kokieteryjnie i z przekąsem. Lubi się podobać i być duszą towarzystwa. Nie chodzi do przedszkola, wiec każdego dnia w domu urządza piknik oraz organizuje festiwal piosenki dla swoich pluszaków. Jej kreatywność nie ma granic i to nie tylko w dobrym znaczeniu tego słowa. To co pokazuje 10 miesięcznemu bratu nie raz przyprawia mnie o zawał. Wczoraj pomogła mu się wspiąć na kanapę twierdząc, że sam nie dałby rady a przecież zawsze jej mówimy, że trzeba sobie pomagać. Zaszczepiła w nim miłość do klocków lego duplo i to nie tylko tych dużych elementów. Do dzisiaj idąc na spacer Kacper musi trzymać w rączce swojego ” legusiowego ludzika „.  Oczywiście, nie zawsze jest różowo, a nawet nie kolorowo. Notorycznie zdarza jej się budzić brata z południowych drzemek, bo akurat wtedy potrzebuje zielony pisak, albo książkę o warzywach. Wieczorem też pokazuje pazurki kiedy nie ma ochoty jeść kolacji, albo rano gdy czas się ubierać. Zdarza się jej płakać bez powodu, albo ryczeć jak wół z premedytacją i pełną świadomością, by wymusić na nas w ten sposób, to czego w danej chwili oczekuje. Nie lubi czesać włosów, więc każdego dnia przechodzimy przez te same schematy. Czasami mamy gorsze dni jak każdy, złościmy się chwilę na siebie a zaraz potem rozmawiamy i śmiejemy się jakby nigdy nic. Traktuję ją jak przyjaciółkę. I właśnie tak chciałabym ja wychować…Aby nigdy nie miała przede mną tajemnic i nie bała się mówić o przykrych i smutnych dla niej wydarzeniach. 

To ta chwila...wymarzona...wyczekana...jedyna

To ta chwila...wymarzona...wyczekana...jedyna

To ta chwila...wymarzona...wyczekana...jedyna

Szczęście dzieci jest najważniejsze dla każdego rodzica. Więc właśnie tego Ci życzymy, abyś każdego dnia umiała cieszyć się tym co przynosi Ci los, abyś potrafiła z małych rzeczy tworzyć wielkie wydarzenia, abyś celebrowała to co ma sens, żebyś miała blisko siebie zawsze odpowiednich ludzi i żebyś ZAWSZE BYŁA SZCZĘŚLIWA I Z UŚMIECHEM ORAZ MĄDROŚCIĄ SZŁA PRZEZ ŻYCIE !!! Dziękujemy za każdy wspólnie spędzony dzień, za naukę którą ciągle nabywam będąc Twoim rodzicem, za łzy wzruszenia i radości po kres. Za wszystko Ci dziękuję córeczko. 

#jestembojesteś

To ta chwila...wymarzona...wyczekana...jedyna

To ta chwila...wymarzona...wyczekana...jedyna

To ta chwila...wymarzona...wyczekana...jedyna

To ta chwila...wymarzona...wyczekana...jedyna

by Magda Korzeniowska

 



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *